Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 916 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Podolanin z urodzenia - Krakus z wyboru

poniedziałek, 30 maja 2011 18:23

 

          Urodziłem się w 1928 roku w Złoczowie. Rodzice prowadzili cukiernię, która słynęła na całą okolicę z najlepszych kremówek. Sekretem ich smaku było ciasto francuskie cieniutkie jak pomarszczona bibuła oraz krem z prawdziwej wiejskiej śmietanki i jajek ubijanych na parze z cukrem i wanilią w laskach. W mieście mówiono - najlepsze kremówki są u Maćkówki.

          Tam na Podolu w Złoczowie, grodzie króla Jana III, wszystko się zaczęło,  tam spędziłem beztroskie dzieciństwo i mając  6.lat rozpocząłem edukację  na poziomie Szkoły Powszechnej. Niestety po paru lekcjach uciekłem i tak zakończyła się moja pierwsza przygoda ze szkołą.

Tam były pierwsze przyjaźnie, które mimo upływu czasu trwają jeszcze do dziś.Tam był mój dom rodzinny, moja mała ojczyzna.

 

         Dla mnie dzieciństwo było jakby wstępem do pięknej baśni.  Różnorodność kultur, tradycji: polskich, ruskich (dawniej Ukraińców nazywano Rusinami), ormiańskich, żydowskich, niemieckich, czeskie, trudno je zliczyć, dawały ku temu podstawy.

        Rzeczywistość okazała się bardzo brutalna. Żyjąc bowiem w wykreowanej przez siebie krainie baśni, nie miałem świadomości, że zbliża się czas, kiedy pojawią się okropne demony wojny, obce nam ideologie, terror i pogarda dla ludzkiego życia.

        W 1939 r. w nowej trudnej sytuacji znalazło się państwo polskie i nagle przez wieki kształtowane zasady: moralne, etyczne, wzajemne zaufanie i poszanowanie, pękły jak bańka mydlana. Wszystko nagle legło w gruzach.

        Ta wielonarodowa mozaika ludzka, etnicznie zróżnicowana, często też skoligacona, dotychczas wydawałoby się spójna, przestała jakby istnieć. Był to czas wielkiej próby dla tych społeczności, będących dotychczas obywatelami państwa polskiego. Niestety nie zapisały się one w historii pozytywnie. Narosłe spory i waśnie uzewnętrzniły się i myślę, że był to początek i przyzwolenie dla późniejszych aktów ludobójstwa.

        Lata wojny i okupacji sowieckiej i niemieckiej już nie były tak beztroskie. Miałem 11 lat i odczuwałem brzemię okupacji sowieckiej. Aktywność żydowskich komunistów, aresztowania, zsyłki w głąb Rosji – na  „nieludzką ziemię” - to pierwsze doświadczenia ze „świetlanej przyszłości” i życia „w raju przodującego państwa - realnego socjalizmu” – szumnie zwanego postępowym.

        Potem okupacja niemiecka, jakby mniej dotkliwa, ale grożąca tym razem wywózką młodzieży polskiej do Niemiec, jako siły roboczej. Te akcje niestety często były inspirowane przez nacjonalistów ukraińskich, którzy poczuli się bezkarnie i starali się jak mogli dowalić „lachom” ile się tylko dało, doprowadzając do częstych pogromów ludności polskiej.                                                                           

        Nadciągająca „zwycięska Armia Czerwona” i tak zwane „siły patriotyczne”, nie pozostawiały żadnych wątpliwości czy złudzeń, co do ich intencji i recydywy, czyli powtórki z 1939 r. Kto mógł to uciekał.

        Dla mojej rodziny przystanią był Kraków - w nadziei, że wkrótce zakończy się wojna i wszystko wróci do normalności. Były to jednak płonne nadzieje.

 

Tu w Krakowie wszystko zaczęło się od nowa.

        Z Krakowem związany zostałem na dobre i na złe.

        Nauka w trybie przyspieszonym – gimnazjum, liceum, potem studia i praca w socjalistycznej rzeczywistości, gdzie szalało UB na usługach służb sowieckich. Mnożyły się prześladowania, pokazowe procesy znane mi z wcześniejszych doświadczeń. Zakładano prze UB tzw. „kotły”. U nas w mieszkaniu też założono taki „kocioł” Przesłuchiwano wszystkich, którzy tam się znaleźli, wszystko według  znanej mi ze wschodu zasady: „kto nie z nami, ten przeciw nam”.

         Powstanie „Solidarności” wydawało się być przełomem. Niestety oczekiwania nie wytrzymały próby czasu. Kiedy wprowadzono stan wojenny, natychmiast odżyli dawni towarzysze, więc ani chwili nie wahałem przejść na wcześniejszą emeryturę - moja obsesyjna niechęć do narzuconego reżimu znana była wszystkim.

        Dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć tak - moja praca miała dwa oblicza; to zawodowe opłacane i ważniejsze społecznikowskie, bezpłatne płynące z wewnętrznej potrzeby. Działałem więc w turystyce, sporcie, organizacjach pozarządowych i samorządowych. (PTTK, KS Hutnik,  TML, PTG „Sokół”, „Sokół Macierz – Lwów”, Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”.         

       Od 1990 r. przez 20. lat prezesowałem Światowemu Stowarzyszeniu Rodzin i Przyjaciół Ziemi Złoczowskiej „Klub Złoczowski”, które w ramach statutowych zadań wspierało biedne starsze i schorowane osoby na Kresach, promowało kulturę polską wśród tamtejszej młodzieży polskiej i ukraińskiej, a nawet realizowaliśmy społecznie zadania państwowe na Kresach zlecane przez Senat, czy Gminę Kraków. -  wejdź do galerii Dni Polskiej Kultury i konkursy.

       Do wyróżnień nigdy nie aspirowałem, ponieważ uważałem, że jest to  święty obywatelski obowiązek. Może dlatego wpisano mnie na listę znanych krakusów „KTO jest KIM w KRAKOWIE”.

       Z wieloletnich wyjazdów pozostały wspomnienia i doświadczenia, które staram się nie tylko zachować w mojej pamięci. Efektem są książki o tematyce kresowej oraz filmy DVD.

 

Wyznawane maksymy życiowe:

być uczciwym i robić swoje

-  niezależnie od światopoglądu rzeczowa dyskusja zawsze ma wymiar twórczy.

- człowiek, jako jednostka społeczności jest tyle wart ile pozostawi po sobie

  dorobku intelektualnego, twórczego, moralnego, a historia zweryfikuje czy

  były to wartościowe działania, czy może tylko  mistyfikacja. .

 

 


Podziel się
oceń
35
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

wtorek, 22 sierpnia 2017