Bloog Wirtualna Polska
Są 1 268 172 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Włada Czerwińska zd. Dziadykiewicz

środa, 30 lipca 2014 21:03

Wiersze z cyklu podróże sentymentalne

Dzięki Ci Boże za pogodę

Widziałam miasta swego urodę

W blasku słońca i błękitne nieba.

Widziałam łąki ukwiecone

I góry Woroniatki zielone.

 

Więc ugasiłam swoją tęsknotę?

Byłam tam, Złoczów widziałam.

Myślałam, że dosyć, a potem…

Potem znów przywidzenia miałam.

Że chodzę i chodzę po mieście,

Błądzę znajomi uliczkami.

Zmęczone nogi nieście mnie, nieście…

Nie mogę rozstać się ze wspomnieniami.

 

***

Dzięki Ci Boże za niepogodę,

Widziałam miasta mego urodę

W strugach deszcze i wiatru porywach.

Widziałam drzewa powalone

I niebo ciemne, zachmurzone.

 

Więc ukoiłam swoją tęsknotę?

Byłam tu znowu, Złoczów widziałam.

Myślałam, że dosyć, a potem…

Potem znów przywidzenia miałam,

Że chodzę po swoim mieście,

Omijam ogromne kałuże.

Czy wrócę tu kiedyś jeszcze?

Marzenie to małe czy duże…

 

***

Dzięki Ci Boże za pogodę,

Widziałam miasta swego urodzę.

Już po raz trzeci (jak ten czas szybko leci),

Wprost tonę we wspomnieniach,

Ukradkiem ocieram łzy wzruszenia.

I pokazałam swoje miasteczko

Dorosłej córce. Popatrz córeczko:

To nasze gniazdo rodzinna,

Ciągle to samo choć inne.

 

Więc ukoiłam już swoją tęsknotę?

Nawet córce Złoczów pokazałam.

Myślałam, że dosyć, a potem…

Znowu zasnąć nie umiałam.

 

***

„Polały się łzy me czyste – rzęsiste

Na me dzieciństwo sielskie – anielskie”,

Na dom rodzinny – już inny,

Polały się łzy me czyste, rzęsiste.

 

Na moją młodość górną i durną,

Na strasznej wojny wspomnienie,

Na miłość pierwszej niespełnienie,

Na wszystkie marzenia – złudzenia.

Polały się łzy me czyste – rzęsiste.

 

Na mój wiek żeński – wiek klęski,

Na wszystkie życiowe zawody,

Na utracony wiek młody,

Na przemijanie i trwanie –

Polały się łzy me czyste – rzęsiste.

***

Byłeś snem mojej wczesnej młodości.

Rozłączyła nas wojna i ciężar ludzkich spraw.

Po drodze były zauroczenia, miłostki,

Lecz urok pierwszej ciągle trwał.

 

Wspomnienia związane ciasno

Z naszą Złoczowską Ziemią

Rzuciły na me życie cień,

Lecz dla mnie było jasne,

Że przyjdzie spotkania dzień.

Mija pół wieku – jeśli to mało,

Będę czekała wieczność całą.

 

Jesienny chłopak z jesienną dziewczyną

Błądzą ulicami małego miasteczka.

Czas ich młodości już dawno minął

Została wspomnień garsteczka.

 

***

W hołdzie Mickiewiczowi, którego pomnik stał niegdyś na Wałach w Złoczowie

Coś Ty uczynił ludziom Mickiewiczu,

Że dwa razy pomnik Twój walili.

Lecz pytanie nowe się nazuwa:

Czy ci zwyrodnialcy ludźmi i byli?

 

Nie ma już w Złoczowie pomnika,

Nie ma Twojego drogiego imienia

W nazwie mojej szkoły i ulicy,

Ale żyje w sercu i wspomnieniach.

 

Stare fotografie i pocztówki

Jak relikwie ocalone od spalenia

Świadczą o polskości tego miasta

I ratują je od zapomnienia.

 

Sonety z cyklu „Moja Atlantyda”

Sonet I

Trwasz na tych Kresach ponad pięćset lat

Małe miasteczko – moje rodzinne,

Dla mnie niezwykłe – zwykłe dla innych,

Gdzie każda ścieżka wciąż znaczy nasz ślad.

 

Ojcowski domek, kościółek, szkoła,

Sielskie dzieciństwo i wczesna młodość,

Wichry wojenne i pierwsza miłość.

To Atlantyda utracona.

 

Jak chciwy skąpiec wciąż chwytam w dłonie

Drobne okruchy cudownych wspomnień

Lecz ulatują, ciągle ich mało.

 

A przecież czasu niewiele zostało,

By z epizodów odtworzyć całą

Mą Atlantydę umiłowaną.

 

Sonet II

Przy dawnej ulicy Szaszkiewicza

Stoi jak niegdyś dom piętrowy.

Nie jest już piękny, nie jest nowy,

Miejscowi mówią: Dom Dziadykiewicza.

 

Niestety, razem się starzejemy,

Mnie ciągle zmarszczek przybywa i lat,

Tobie pęknięć na murze i łat.

Ile nam czasu zostało, nie wiemy.

 

Stoję furtce jak urzeczona,

Ale nigdy nie wchodzę do środka.

Po co? Swoich tam przecież nie spotkam.

 

Smutna i coraz bardziej wzruszona,

Wbrew nadziei wciąż wierze skrycie,

Że Atlantyda ma drugie życie.

 

Sonet III

Pierwszego września w pamiętnym roku

W kolory późnego lata strojna,

Nie bacząc na to, że była wojna,

Wyczekiwała nas do zmroku.

 

Królestwo całe krzewów różanych,

Szeregi dumne kwitnących dalii,

Mieczyki, maki, krzewy azalii

Czekały przyjścia dzieci kochanych.

 

Szkoło imieniem Wieszcza ochrzczona,

Najpiękniejsza na całym świecie,

Czy nas jeszcze pamiętasz może?

 

Gdzie nasza młodość, gdzie Twoje kwiecie

Te same mury, ulica znajoma…

Za chwile wspomnień dzięki Ci Boże!

 

Sonet IV

Jakie takie miejsce w moim Złoczowie,

Gdzie się zatrzymał bezlitosny czas.

Po wielu latach znowu wita nas

Kościółek stary – piękny jak nowy.

 

Nigdy nie był – jak inne – zamknięty.

Stary ksiądz nakręcał zegar na wieży,

Młody szacowne mury odświeżył.

Złoci się teraz każdy nasz święty.

 

Ileż te mury modłów słyszały

I grzechów jak kamień ciężkich,

Ile narodzin i śmierci widziały.

 

Mijały wielki, mijały wojny

A ty wciąż trwasz zwycięski,

Majestatyczny, zawsze spokojny.

 

Sonet V

Byłam nad rzeką, której już nie ma

Tam, gdzie dzieciństwa swego szukałam.

Pod powiekami obraz jej miałam:

Wierzby nad wodą i błękit nieba.

 

Z tej wierzby spadła do bystrej rzeki.

Ida – mała dziewczynka żydowska.

Nie utonęła – dziewczynka polska

Przyrzekła przecież przyjaźń na wieki.

 

Mówią, że nie można wejść dwa razy

Do tej samej rzeki – mnie się udało.

A woda była zimna i czysta.

 

Jak w milej rzeczce mego dzieciństwa,

Która do morza płynie pomału

I o spotkaniu z Atlantydą marzy.

 

Sonet IX

Bajkowy zamek, zajazd hetmański,

Kościół ze strzelistymi kolumnami,

Latem pachnący białymi liniami,

Domki z gankami, nie wsiowe – pańskie.

 

Bezkresne błonia, lipy wiekowe,

Lasy, pola, sady i kurhany,

Gdzieniegdzie samotny krzyż stary,

Źródlana woda i powietrze zdrowe.

 

Więc wracam do swego Soplicowa,

Jak niegdyś zrywam kolorowe kwiatki,

Chciałabym zacząć wszystko od nowa.

 

Sonet X

Klejnot kresowej architektury –

Miasto Słowackiego – Krzemieniec

Wyrósł jak pięknych kwiatów wieniec

U stóp królowej Bony góry.

 

Cicho i sennie jak w marzeniach,

Wieże kościołów lśnią w słońcu

I wcale nie wiadomo w końcu

Czyj krok dzwoni na kamieniach.

 

Może to Salomea z Julkiem,

A może na głos sygnaturki

Euzebiusz do liceum śpieszy?

 

Przeszłość z teraźniejszością się brata,

A srebrna fala Ikwy płynie:

Wczoraj, dzisiaj i do końca świata.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Perepelniki

wtorek, 22 lipca 2014 21:43

Dwór biały kędyś w kraju, hen,

Obrosły dzikiem winem wpół,

Kamienny, mchem zasłany stół,

W stuletnich lipach pogwar pszczół,

Zapach rozgrzanych, zżętych ziół,

Śnił życia sen…

 

Złota pszenica, modry len,

Pachnącej hreczki miodny łan,

W kępie modrzewi święty Jan,

Tam to sam sobie będę pan,

Tam to mi kiedyś będzie dan.

Wśród starych, białych dworu ścian,

Mój szczęścia sen…

 

Ojczystej ziemi skwarek ten

Mam od wszelkiego chronić zła,

Póki mi serce w piersi drga,

I zdrowe mam ramiona dwa,

Jednego nie zmarnuję dnia,

Aż przeciwności pryśnie ćma,

Jako zły sen…

 

A kiedy śmierć mnie weźmie w plen,

Gdy wreszcie po szeregu lat

Przyjdzie pożegnać mi ten świat,

Spokojnie zamknę oczy, rad,

Że po mem byciu został ślad

I biały mi zaszumi sad

Na wieczny sen…

***

Skwarne, duszne, słoneczne, lipcowe południe –

Roztapia się w gorącu przestwór rozedrgany,

Słodka woń caprifolium bije od altany,

Rozkwitłe, herbaciane róże pachną cudnie.

 

Na dziedzińcu, skrzypiącą głośno, słyszę studnię,

Słoneczny zegar stoi zadumany,

Na gazonie, w kwitnących lipach, jak organy,

Gra chór pszczół niezliczonych, pracujących żmudnie.

 

Świeży, wonny, lipcowy miód pachnie z pasieki –

Bezwład mnie chwyta… Myśl ma plącze się leniwa…

Leżę na trawie… Przymykam z rozkoszą powieki,

Chwila goni za chwilą, czas wolno upływa.

 

Przeszła młodość beztroska, jak krzak róż w okwicie,

Przede mną, w swej powadze całej, stoi – Życie…

***

Nad polnej, krętej drogi wzniesiona rozdroże

Święta Anna, patronka żniw, stoi na straży.

Pogodny uśmiech zastygł na kamiennej twarzy,

Do stóp jej pełne kłosy kornie chyli zboże.

 

Łan złocistej pszenicy, szeroki jak morze,

Cichym się przed nią szeptem na swą dole skarży.

Coraz się bardziej zbliża barwny wąż żniwiarzy,

Błyskają w słońcu sierpów zakrzywione noże.

 

I zboże ulec musi przemożnej gromadzie!

Święta, żniwa powagę najlepiej rozumie

Pokotem las złocisty na ziemię się kładzie

 

Święta Anna, patronka żniw, stoi w zadumie,

Boleść niezmierna twarz jej bruździ dobrotliwą:

Dziś tu śmierć jeno sroga święci swoje żniwo!

***

Upalna, cicha, słodka, cudna noc czerwcowa!

Jaśminowych zarośli mdłe majaczą cienie;

Stuletnich lip aleja… Za czarne sklepienie

Srebrna tarcza księżyca powoli się chowa.

 

Wpół spróchniała, zmurszała ławka ogrodowa,

Świerszcz ćwierka…, W stawie żaby grają niestrudzenie,

Siano pachnie… Z łąk idzie wiatru chłodne tchnienie –

Ku ziemi mi się chyli ociężała głowa…

 

Duszna woń caprifolium bije od altany,

Niepostrzeżenie mija godzina szczęśliwa –

Starego dworu, z dala, srebrne błyszczą ściany,

Dusza ma w szczęśliwości morzu się rozpływa…

 

I przyszła krwawa, straszna wojna, na kształt gromu –

Czy też cię ujrzę jeszcze, o domu mój, domu?!

 

Ludwik Wolski


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wincenty Pol

wtorek, 22 lipca 2014 21:42

W starym zamku króla Jana

Był tam pokój w narożniku,

W okna biła zorza ranna

I stoliczek stał w kąciku.

 

Na nim pióro, kałamarzyk,

Kilka skryptów, książek parę,

A nad łóżkiem relikwiarzyk,

A przy łóżku krzesło stare…

 

Wielki komin murowany

Płonął nocą w drugim rogu,

Nad nim hetman stał surowy,

Co ojczyznę zlecił Bogu…

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Biały dworek w Złoczowie

środa, 16 lipca 2014 8:43

 

Gdy dopadną mnie wspomnienia

Mój poznański świat się zmienia

Zamiast bloków, szyn, wypadków

Widzę sielski dworek dziadków

            Biały dworek pośród sosen

            Trwał w Złoczowie wiele wiosen

            W różnych świętach uczestniczył

            Adres: Kolejowa później Sienkiewicza

Przeżył burze i powstania

Urodziny, pożegnania

Chwile piękne, czas spokojny

Lecz nie przeżył drugiej wojny

            Babcię widzę jest na ganku

            Dziadzio w sędziowskim żupaniku

            Ciągle lwowskich gości korzec

            I z Czortkowa i z Podchorzec

Snują długie opowieści

O patriotycznej treści

Jak to prababcia Hermina

Ukrywała powstańców… W swoich krynolinach

            Lub jak Raul Koczalski mały

            Robił dziadkom mym kawały

            I Chopina na śniadanie

            Grał na dziadków fortepianie

Zacne państwo Skrowaczewscy

Dziadków odwiedzali chętnie

Nie wiedzieli, że ich synek

Będzie sławnym dyrygentem

            A w zimowe mroźnie dni

            Wszyscy na ślizgawkę szli

            Gdzie dziewczęta i kobiety

            Wciąż kręciły piruety

Dziś już ciche groby

Wiążą mnie z złoczowską ziemią

Może moje wnuki….. oby!

Zatęsknią za jej ziemią.

 

Katarzyna Próchnicka 1998


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

WSPOMNIENIA O MOJEJ WSI CZEREMOSZNI (pow. Złoczów)

niedziela, 13 lipca 2014 14:59

 

Gdy wracam pamięcią nad brzegi Bugu,

gdzie czeremcha i wierzby nad brzegiem wyrosły

Gdzie krowy się pasło na zielonym „ługu” ,

a w górach wyrosły graby, buki i sosny.

 

Wioska między dwoma górami położona,

środkiem rzeka malowniczo wpleciona

W środku wsi na wzniesieniu,

cerkiew wysoka, przy niej szkoła

leśniczówka, wiejski dom ludowy, łąki pola

I ten zapach, te kolory.

 

Tam łany białej gryki, miodem pachnące,

swoje liście prosto do ziemi chylące

i te poziomki z rosą, z leśnej polany

i ich smak i zapach, w świecie nie spotykany

O wsi moja, co nazwę od kwiatu czeremchy

dostałaś

dlaczego tak blisko sercu memu się stałaś.

Czym dalej od Ciebie, oddala mnie los.

tym droższy memu sercu, twój wspomnienia głos.

 

Nieraz we śnie przemierzam twe ścieżki i drogi,

idę brzegiem Bugu – otóż Białykamień

Podlaska Góra ze swym krzyżem na szczycie

Olesko, Ożydów, otóż i Podhorce,

gdzie Jan III Sobieski wyprawiał swe harce.

A może na odpust do Milatyna,

to trochę za daleko, ja mała dziecina,

i w drugą stronę pod wiatr łagodny, nastawię czoła.

Na odpust na Jacka pójdę do Złoczowa.

 

Z Białegokamienia, biały prowadzi gościniec,

pod Żulicką Górę, z kwiatów splotę wieniec

i tak pomału człap, człap, człap do Poczap

i nim po bokach rozejrzeć się zdołam,

już przed sobą widzę panoramę Złoczowa.

 

A może od domu co od trzema gruszami,

Nad brzegiem rzeki cichutko przycupnął,

pójdę pod prąd rzeki?

Która jak wstążka błękitnie wije się wśród zieleni,

żółtym piaskiem błyska, zakręca, rozwidla,

tworząc zakoliska, uroczy zakątek.

 

Bo tam rzeka Bug, bierze swój początek,

lecz jeszcze w Uszni, poruszyć młyn musi

I opłynąć Sasów na pewno się skusi.

A może od domu, ruszę na północ,

wyjdę na „dubynkę”, gdzie gęsi pasałam,

gdzie majowe wieczory pod figurą

„Ave Maria” – śpiewałam.

 

Ruszę laskiem koło Kapitańca domu,

by wyjść na „Świętą Górę”, bardzo stromą,

tam koło źródełka, u stóp Matki Boskiej,

powierzyć jej swoje zmartwienia i troski.

 

Popatrzeć w góry na te zbocza, bory,

one mnie w młodości uczyły pokory,

bo cóż ja, człowieczy robaczek nie tęgi,

wśród gór, ogromnych drzew i Boskiej potęgi.

 

Za Świętą Górą, wśród lasów, jest wieś garncarska

Hawreczna zwana, a może inaczej.

Tam lud lepieniem garnków się trudni

od dziada, pradziada, a co tam komu garnki,

powiecie

lecz lepszych nie było w złoczowskim powiecie

i tak wspomnienia lat młodości niteczki się przędą.

Już takie ze mną pozostaną, coraz milsze będą.

 

Katarzyna Dudzicka


Podziel się
oceń
5
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017